środa, 6 kwietnia 2016

Marilyn. Wiosna będzie na różowo.

Co ta wiosna robi z ludzi. Wystarczy trochę więcej słońca, parę kwiatków na trawniku, kilka dni z temperaturą powyżej 20 stopni i od razu zmienia się pogląd na życie.
Żeby tylko na życie!

Tej wiosny moje poczucie estetyki uległo niezrozumiałej metamorfozie... odkryłam, że lubię kolor różowy.
Komputer mi zdycha, stąd moja rzadka obecność w sieci, a tego posta piszę już trzeci dzień. Plus drobne życiowe kłopoty. Ale co tam, wiosna, wiosna, wiooosna, no i wszyscy jesteśmy zdrowi, już całe półtora tygodnia!
Odpowiedź mojego męża na moje stwierdzenie, że chyba właśnie wykańczam kolejny sprzęt "Ja nie chcę tego słyszeć!". Poniekąd go rozumiem, straciłam rachubę, który to już komputer na mojej liście ofiar. Mąż jest z branży, pracuje na komputerze cały dzień, w domu korzysta z używanych i przeważnie grzebie... w moim. Podejrzewam, że wytwarzam jakieś pole siłowe, które niszczy elektronikę ;-)
Wracając do różu - przypuszczam, że to moja córka mnie zainfekowała. Taki różowy wirus. Moje dziecię jest na takim etapie życiowym, że różowe musi być wszystko - od skarpetek począwszy, a na zastawie stołowej skończywszy. Inaczej jest foch, a foch czterolatki to poważna sprawa. 
O tragicznym lalkowym guście mojej latorośli nawet nie wspomnę, dość, że ostatnio przytargałyśmy do domu Steffi Magic Princess, której korona i naszyjnik po pociągnięciu za rękę świecą. Na moje usprawiedliwienie dodam, że w sklepie się nie zorientowałam, że lalka ma taką funkcjonalność... 
Podobno dziewczynki w tym wieku naśladują matki - ciekawa teoria, bo ja przeważnie biegam w bojówkach i szarych podkoszulkach. 

Kim jest ten różowy aniołek?


Laleczkę przedstawiałam już tutaj. Mój pierwszy i jak dotąd jedyny reroot, hmm, średnio udany. Włosy sterczą jak im się podoba i jest ich za mało, ale z drugiej strony - gdybym dała więcej, sterczałyby jeszcze bardziej. Zdecydowanie wolę flokowanie.
Kiedy pokazałam lalkę pierwszy raz, napisałyście, że przypomina małą Marilyn Monroe. No to pojechałam po bandzie, niech będzie Marilyn. A skoro Marilyn - to na różowo, co mi tam!
Sukienka daleko inspirowana słynną sceną na wywietrzniku metra:

Jednak za zimno na sukienkę bez ramion, mała gwiazda zażądała boa:

Tych kwiatków już nie ma, niestety. Wczoraj popołudniu przejechał pan na traktorku i skosił trawnik. Buuuu....



10 komentarzy:

  1. Boa, aniołek, róż, kwiatki i wioooosna! Nic dodać, nic ująć! Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie wiem. Mnie to trochę przeraża. Na razie udało mi się uniknąć tiulu, koronek i brokatu. A jak i to przyjdzie z czasem? Co ta wiosna zrobiła z moimi niezłomnymi zasadami? ;-)

      Usuń
  2. Różowy nie jest taki zły a aniołek jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wiosnę można (trzeba!)wszystko sobie wybaczyć, a aniołek faktycznie, broni się swoim własnym urokiem :-)

      Usuń
  3. ja wiem, kto to jest! to Margaret!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie, nie, nie! ;-( To ja ją jednak muszę przestylizować...

      Usuń
  4. Śwoetna!!! uważam, że to bardzo udany reeroot! pięknie jej w tych loczkach!

    OdpowiedzUsuń

Walking Cat