Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lalki z bajek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lalki z bajek. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 maja 2017

Dzień Lalkowego Malucha. Tommy Munchkin x 2

W Dniu Lalkowego Malucha w roli reprezentantów lalek dziecięcych występuje dwóch chłopców czyli Mattelowscy Tomkowie.
Obaj z bajki "Czarnoksiężnik z Krainy Oz"


"Niebieski" mieszka u mnie już dość długo, "czerwony" dotarł niedawno. We dwójkę zawsze raźniej.




Cecha nietypowa to włoski chłopaków - gumowe fryzurki z "czubkiem', nie wmoldowane, ale naklejone na głowy. Przyznam, że choć nie jestem zwolenniczką plastikowych włosów w ogóle, taka opcja jest o wiele przyjemniejsza niż włosy wmoldowane, daje przekorną świadomość, że w akcie desperacji można czapko-włosy oderwać i zrobić reroot ;-)
Dwóch małych piegusów dzieli siedem lat, łączy skrzaci charakter ubranek. 
"Niebieski" to Lollipop Guild Munchkin Tommy z 1999 r.:


Drugi chłopak to "męska część" trójpaku Wizard of Oz Munchkins Trio z 2006 r.:

Poniżej zdjęcia w pudełkach ze strony lilfriends.net:



Przepraszam za duże opóźnienia w odpisywaniu na komentarze, za wszystkie dziękuję i obiecuję poprawę. Czas wolny, niestety, jest ostatnio rzadkim gościem w moich progach. Zbliżają się wakacje, więc może (?) będzie lepiej

niedziela, 6 listopada 2016

Stadko Kelly Scooby Doo w kolorach jesieni. Wspomnienie Halloween i pewnego owczarka.

Ten post piszę na raty od tygodnia. Wciskając kolejne akapity i zdjęcia pomiędzy odpływami dostępu do sieci oraz przypływami weny i wolnego czasu.
Oto lalkowi odpowiednicy dzielnych młodych detektywów zmagających się z wszelkiej maści upiorami, wampirami i potworami - w ramach składania hołdu kultowym serialom animowanym, Mattel wydał w 2003 roku serię laleczek Kelly Scooby Doo:



Zdjęcie z sieci:

Dotychczas na blogu prezentowałam tylko Velmę. Jak widać brakuje mi jeszcze Kudłatego, który w wersji mattelowskiej jest bardzo ugrzeczniony (uczesany).
Halloween przestało szokować swoją niestosownością. Okazało się, że rzeczy ostateczne można oswajać humorem.
W konwencję straszenia "nie całkiem na serio" wpisują się filmy o Scoobym, bo upiory, z którymi zmagają się główni bohaterowie mają zawsze racjonalne wytłumaczenie.
Odkąd mam lalki sama patrzę na Halloween łaskawszym okiem, bo jaka mnogość i różnorodność lalkowego bytu by mnie ominęła, gdyby nie było tego święta?
O moich stricte halloweenowych lalkach Kelly możecie poczytać klikając w tag "Halloween"
Mam nieuleczalną słabość do Scooby'ego - choć Scooby do najmądrzejszych psów nie należy, a  jego żarty nie zawsze trafiają w wysublimowany gust wrażliwego odbiorcy. Lubię barwny, hipisowski styl czwórki głównych bohaterów.
W dzieciństwie panicznie bałam się psów. Zwłaszcza dużych psów.
Kiedy miałam 5 lat, wyskoczył na mnie z ciemnej windy (takie czasy, że ludzie wykręcali żarówki, których w sklepach po prostu nie można było kupić) zdezorientowany i zdenerwowany bokser.
Historię znam bardziej z opowiadań, bo jej nie pamiętam, ale lęk pozostał.
Wcześniej podobno należałam do dzieci, które wędrują z wyciągniętą rączką do każdego napotkanego psa, po tamtym zdarzeniu każdego obchodziłam szerokim łukiem.
Od wielu lat w moim mieście stoi niedokończony wieżowiec, stanowiąc wątpliwą wizytówkę i punkt orientacyjny.
Będąc już nastolatką wybrałyśmy się z kuzynką zwiedzać ów przybytek. Dotarłyśmy chyba na szóste piętro, dalej klatka schodowa zablokowana była kolczastym drutem.
W sumie dobrze, że nie dotarłyśmy wyżej - kilka dni później w gazecie pojawiła się wzmianka o ludzkich szczątkach znalezionych na jednym z wyższych pięter. Prawdopodobnie był to bezdomny, który zamarł jeszcze zimą. Wątpliwy widok dla dwóch nastolatek.
W drodze powrotnej spotkałyśmy jedynego stróża budynku - dożartego owczarka.
My w nogi, on za nami.
I wówczas niczym nagłe olśnienie spłynęły na mnie wielokrotnie powtarzane słowa mojej babci "nie uciekaj przed psem, bo zawsze będzie cię gonił". Zatrzymałam się. Bestia pognała dalej za kuzynką i przegoniła ją jeszcze dobre kilkaset metrów.
Poczułam się, jak to nieraz bywa w tym wieku, wszechmocna. Z pogardą minęłam powracającego z nieudanych łowów, zziajanego owczarka. Od tamtej pory mój lęk w stosunku do psów całkowicie się ulotnił.
W swoim czasie zaraziłam sympatią do Scooby'ego moich synów  i całymi dniami biegali po mieszkaniu udając zombie, Kudłatego i jego kultowego psa.
Po pewnym czasie mój mąż, któremu filozofia życiowa Scooby'ego, a przede wszystkim  jego sztandarowy okrzyk mocno działały na nerwy, zaczął się buntować i zarządził reglamentację serialu.
Eee, tam, oglądaliśmy po kryjomu ;-)
Oczywiście, dzieci szybko wyrastają, dorośli nie wyrastają wcale.
Nie wyrosłam z lalek, choć częstotliwość publikowania postów na blogu drastycznie mi spadła.
Nie będę pisać o kolejnych okolicznościach, które skutecznie odciągają mnie od lalkowania. Przecież to normalne życie. Różne rzeczy się zdarzają. Dobre. Złe. Nijakie.
Kiedyś pomiędzy tymi okolicznościami potrafiłam znaleźć czas dla lalek - teraz przychodzi mi to trudniej, albo nie zdarza się wcale.
Czy to zmierzch mojego hobby?
Mam nadzieję, że nie.
Tylko marudzę.
Mam nadzieję, że tak :-)
Czasem próby przyśpieszenia czegoś są jak bieg w jadącym pociągu - dzięki temu nie dojedzie się szybciej na miejsce. Trzeba przeczekać. A to nigdy nie było moją mocną stroną. Może z uciekaniem od problemów jest trochę jak z ucieczką przed psem? Kiedy się zatrzymujemy - czasem problem przebiega obok i próbuje dopaść kogoś innego?
Część lalkowej sesji w jesiennym słońcu (którym tegoroczna jesień obdarowuje nas wyjątkowo oszczędnie)






I druga ze "strasznymi" zabawkami - w tej roli figurki Lego moich synów: 








poniedziałek, 11 lipca 2016

Kelly The Flintstones 2003 i 2008

Beztroski jest żywot jaskiniowca - przynajmniej takiego lalkowego. 
Bo prehistoryczni, jak wiadomo, mieli przechlapane. 
Laleczki nawiązują do kultowego serialu studia Hanna-Barbera i szczęśliwie udało mi się zebrać wszystkich Flintstonów w wersji Kelly: z 2003 r. (na rynek wyszła czwórka głównych bohaterów w pojedynczych pudełkach) i 2008 r. (dwupak z ich potomstwem)
Od lewej: Pebbles, Fred, Wilma, Barney, Betty, Bam Bam:



Brakowało mi Betty, resztę maluchów już pokazywałam na blogu.
Żeby pozostać w klimacie, prezentacji kompletnego zestawu lalek towarzyszą dinozaury Lego - o ile dobrze pamiętam główni bohaterowie mieli "psozaura".
To moje ulubione zwierzęta z Lego.
Sprawdzają się zarówno w roli wierzchowców:



Jak i wiernych psów, skorych do zabawy i spragnionych pieszczot:




I mają lepszą artykulację niż Kelly ;-)

Na koniec zdjęcia laleczek w pudełkach ze strony lilfriends.net:




poniedziałek, 31 sierpnia 2015

When I Read I Dream. Stacie jako Ania z Zielonego Wzgórza.

Czyżbym wchodziła w erę "większych lalek"? Nie, dorosłych panien chyba(?) nie zacznę zbierać. Ale o ile wyrośnięta Kelly o imieniu Chelsea niespecjalnie mnie kręci, zauważyłam ostatnio, że moje serce bije żywiej na widok podrostków Stacie, zwłaszcza tych starszych. 
Albo na przykład takich (zdjęcie promo z sieci):

Moja babcia wychowała mnie na dwóch "dziewczyńskich" książkach: Alicji w Krainie Czarów i Ani z Zielonego Wzgórza. Hybryda tych dwóch bohaterek była w moim wyobrażeniu ideałem dziewczynki. Do czasu ;-) Ale sentyment do obu książek pozostał.
Skoro mam Alicję - Kelly (tutaj), nie mogło zabraknąć Ani. 
Ania w rozmiarze Kelly nie występowała, myślałam nawet o stworzeniu OOAKa.
A potem zupełnie przypadkowo zobaczyłam w sieci kolekcjonerską serię When I Read I Dream. 
W jej skład wchodzą cztery lalki w rozmiarze Stacie (19 cm), wydane na rynek w latach 2001-2002, inspirowane postaciami z popularnych dziewczyńskich książek - zdjęcia z ebaya:




Stacie - Anię kupiłam bez pudełka, ale wciąż przymocowaną do jego tylnej części. Trochę przykurzoną i z piwnicznym zapaszkiem. Ale czyż nie jest piękna?






Jutro rozpoczęcie roku szkolnego. Jak ogólnie wiadomo, powrót do szkoły to większe przeżycie dla rodziców niż dla dzieci. No, to sobie przeżywam, planuję, organizuję... Na tę okoliczność zdjęłam nawet zakurzone pudło z pawlacza, które odstawiłam tam kilka lat temu. Pudło z napisem "Perfekcjonizm. Nie otwierać nawet w przypadku pożaru" ;-)
Jak tylko ogarnę całą tą logistykę, będę komentować Wasze wpisy na blogach (Inko, dziękuję za zadedykowanie mi postu) i prezentować kolejne moje lalki (Gosiu, kot dotarł, jest cuuudny!).
Na razie może mnie nie być przez kilka dni. 
Udanego Nowego Roku Szkolnego :-)

sobota, 30 maja 2015

Tommy Fred Flintstone 2003

Niewiele było mnie ostatnio w blogosferze. Dzień Matki przeszedł płynnie w świętowanie Dnia Dziecka, ale ostatni tydzień upłynął u nas również pod znakiem różnych wizyt u lekarzy - nic nowego, nic złego, ale też nic przyjemnego. 
W ramach tworzenia zbioru bardziej koedukacyjnego - kolejny mały przystojniak. Tommy Fred Flintstone z serii Flintstones z 2003 r.:

Pytanie do spostrzegawczych - co jest z nim nie tak?

Tak, Fred ma pomarańczowe tęczówki oczu. Właściwie nawet nie tęczówki, tylko obwódki - wygląda to, przyznam, dość upiornie. Albo jak kiepski repaint. 
Sprawdzałam, kreskówkowa postać nie miała.
Lalka w pudełku, którą obejrzałam sobie w sieci, też nie zdradzała takiej fantazji projektanta:

Kusi mnie, żeby coś z tym pokombinować...

wtorek, 27 stycznia 2015

Wąsaty Tommy Major Munchkin z 1999 r.

Niniejszym inauguruję cykl: dziwactwa lalkowe. 
Miało być o zielonej Kayli, ale lalka przepadła. Wczoraj jeszcze była, dziś przeszukałam wszystkie moje lalkowe miejsca... i nic. 
Oczywiście, dzieci.
Mają takie schowki, że nie mam najmniejszych szans. 
Najstarszy jako rzecznik całej trójki został wzięty na spytki. Oczywiście, nic nie wie, nic nie pamięta.
Obszedł ze mną wszystkie moje lalkowe schowki (zaskakujące, jak dobrze dziecko jest zorientowane w ich rozmieszczeniu), a na zakończenie obdarzył mnie współczującym spojrzeniem i wielce wymownym "i dupa" :-D
R. mawia, że w domu lalki można znaleźć nawet w lodówce i w sumie ma rację. Kiedyś wsadziłam do lodówki różowowłosą Kelly Mermaid Fun. Pierwotnie lalka miała pod wpływem ciepłej wody zmieniać kolor włosów z blond na różowy. Moja jest różowa na stałe, więc postanowiłam zadziałać odwrotnie. Rzeczywiście, po spędzeniu połowy dnia w chłodzie, włosy odzyskały bardziej ludzki kolor, niestety już po kilkunastu minutach w ciepłym mieszkaniu zaróżowiły się na nowo.
Kayla z pewnością prędzej czy później się znajdzie, póki co przedstawiam chłopaczka z wąsami. Oto Tommy Major Munchkin Wizard of Oz 1999, u mnie w domu nazwany "zegarmistrzem"
Właściwie to wygląda bardziej jak dziewczynka, ma śliczne, zielone, okolone czterema drobniutkimi rzęsami oczy.
Ma też to, co najbardziej mnie wkurza w lalkach kolekcjonerskich - wmoldowane włosy tylko na pokaz (pod kapeluszem wykonane byle jak) oraz zaszyte na plecach ubranko. 
Buty dobrałam od Kelly Mikołaja. Nie rozumiem czemu Mattel nie wykonał według tego wzoru kolorowych kozaków dla wszystkich zimowych Kelly:



Tommy należy do tej serii:


A tutaj kilka innych dość kontrowersyjnych pomysłów Mattela - zdjęcia pochodzą ze strony lilfriends.net:
Kosmici:

Kelly z wymiennymi głowami:

Mickey i Minnie,  niby wszystko w normie, mają tylko malunek twarzy....
... ale niezupełnie, z bliżej nieokreślonej przyczyny ciałka obu Myszy są kruczoczarne:

Na zdjęciu powyżej trzecia od lewej to właśnie ta wiedźma, w sumie to nawet ją chcę, mam jej koleżankę z dwupaku:

A czwarta lalka ze zdjęcia nude to Blaszany Drwal z tego zestawu - buzia ładna, tylko szkoda, że znów łysa po kolekcjonersku: 


Podobają mi się te włosy (wełna?)- twarze już zdecydowanie mniej, nosy pewnie bym zmyła:

Ciąg dalszy nastąpi...
Walking Cat