wtorek, 21 marca 2017

Księżniczki na wiosnę czyli cierpliwość plastiku

Pierwszy dzień wiosny. Dzień wagarowicza. W weekend rzuciłam się na lalki jak głodny na pełną lodówkę i od razu obrobiłam trzy księżniczki. Zmyłam makijaż, przelałam wrzątkiem te dziwne, usztywnione koczki. Nawet wypuściłam do ogródka.
Długo mnie nie było, zaległości blogowe postaram się nadrobić. Powód, niestety, nie nowy i powracający - rajd po lekarzach i  szukanie nazwy dla nietypowych problemów moich synów. Czekanie na wyniki. Stan też nie nowy, a jednak za każdym razem w podobny sposób męczący i stresujący. Szukanie znów bezskuteczne i praktycznie niczego w naszym życiu nie zmieniające. Do następnego razu. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Trzeba żyć.
Zaangażowałam się też w dość dziwny i czasochłonny projekt - spisuję historię mojej rodziny. Trochę zbeletryzowaną, bo pewne luki trzeba wypełnić, ze strzępów wspomnień, które zostały mi w głowie z opowieści babci, setek zdjęć, co do których nie mam nawet pewności, kto się na nich znajduje. 
Trzeba też pamiętać o lalkach.
Stan przed (biedulki przeleżały sporo czasu w szufladzie, ale jakoś zupełnie nie miałam do nich serca). Cóż, piękne nie były. Krzykliwe makijaże i wytrzeszcz oczu. Błyszczące, przeładowane sukienki.

Stan po (przy okazji zmywania cieni jedna z księżniczek została pozbawiona rzęs - trzeba to będzie jakoś uzupełnić)

Stan pudełkowy (zdjęcia z sieci):

Kelly i Kelly AA Island Princess Swing & Swirl Tika 2007:


Kelly Sleeping Beaty z serii Princesses with Pets 2007:

(Kota miała fajnego, zginął w pomroce dziejów)

Księżniczki przebrane w cieplejsze ubranka zyskały całkiem normalny wygląd (w weekend u nas temperatury wciąż były raczej zimowe)




Wytrzeszcz oczywiście pozostał (dochodzę do wniosku, że to wina zbyt dużych plamek bieli na źrenicach - można byłoby z tym powalczyć, ale trochę się boję, że zrobię nieodwracalnie gorzej)

niedziela, 19 lutego 2017

Dzień Męskiej Lalki

Przedstawiam jedynego pełnoletniego przedstawiciela męskiego gatunku, który u mnie mieszka. Bo tych nieletnich mam całe stadko, ale to nie ich dzień.
Ken Cool Shavin' 1996. 
Własność mojej 5-letniej córki:


Długo szukałyśmy Kena. Córka  ma spore stadko barbiowatych i koniecznie chciała faceta. Kilkukrotne wizyty w sklepach zabawkowych, cóż, kończyły się zakupem kolejnej księżniczki. Żaden z obecnie dostępnych na rynku Kenów nie wpadł w oko ani jej, ani mnie.
Poszperałam na allegro, z zamiarem zakupienia jakiegoś starszego moldu. Musiał mieć włosy do czesania, bo lalek z wmoldowanym owłosieniem moja córka nie uznaje. Posucha. A potem wpadł mi w oko ten gość. Nagi i z mocno zaniedbanymi włosami. Ale ten zarost... miodzio.
Zarost znika pod wpływem ciepłej wody (ciepła w ogóle) i pojawia się po wystawieniu faceta za okno (latem pozostaje zimna woda lub lodówka). Zdjęcie z sieci z czasów świetności:


Artykulacja ograniczona - nogi zginają się na dwa klilknięcia, ruchomość w pasie. Zgięte ręce trochę utrudniają pozowanie. Nastrój mam nieromantyczny, więc nie wciskałam mu w ramiona żadnej panny.



Samotny wilk. Po bliższych poznaniu okazało się, że ma kilka blizn. Nad włosami trzeba będzie jeszcze popracować. Chętnie zrobiłabym mu irokeza. Albo wystylizowała na harleyowca (bandana na głowie rozwiązałaby problem zmechaconych włosów). Ale cóż, moja córka ma inny gust i to ona wybierała dla niego garderobę. Jak znam córkę, to niebawem ożeni go z jakąś księżniczką i wciśnie im piątkę Evi w roli córek. Ech, samo życie ;-)

sobota, 28 stycznia 2017

Kelly i Kelly AA Snow Fairy 2001

Ferie mamy, dobrze jest. Tylko na początek przydałoby się wyzdrowieć.
W szkole panowała epidemia grypy (oficjalna informacja), więc moje dzieci od dwóch tygodni balansowały na granicy zdrowy-chory, a my wraz z nimi.
Lalki nie łapią wirusów.
Ale może jednak mogą się przeziębić?
Na wszelki wypadek nie ryzykowałam wyprowadzania na śnieg tak skąpo odzianych dziewczynek, tym bardziej, że śnieg jest zlodowaciały i brudny, więc długo by szukać ładnych plenerów.







Dziewczynki to znowu wersja czarno-biała, czyli Kelly i jej identycznie odziana odpowiedniczka AA.
Wróżki. Śnieżne. Z serii Barbie w Dziadku do Orzechów.
Jak śnieżne to dostałyby chociaż jakieś futrzane etole, hmm? 
A może wróżki nie marzną?
Ciemnoskóra ma niestety na głowie sklejony hełm z włosów. Nie wiem, czy to tylko specyficzna właściwość Kelly, że ciemnowłose mają zwykle klej na głowie, a blondynki - nie? Czy u innych lalek też tak jest? Jakby producent z góry zakładał, że blondynki służyć będą do zabawy, czesania, a ciemnowłose tylko stać na półce?
Zdjęcia w pudełkach:


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Deidre i Lorena Winter Kelly Seasons 2003

Uzupełniłam zbiór Kelly o zimowa Lorenę z 2003 r (po lewej) Nareszcie!






To moja piąta lalka z tej serii i brakuje mi już tylko czarnoskórej Desiree Summer (na zdjęciu poniżej w dolnym rzędzie, pośrodku) 
Kelly Club Seasons zapudełkowane ze strony lilfriends.net:


Zima, jak to bywa w dużym mieście jest fotogeniczna przez chwilę, kiedy pada śnieg. Ale wtedy nie za bardzo chce się wychodzić z lalką. Zaraz potem śnieg zostaje rozjeżdżony, rozchodzony i na wszelkie możliwe sposoby zabrudzony, tudzież zaczyna się topić. 
Czy plastikowe nauszniki grzeją? Może, jeśli samemu jest się plastikową lalką - to tak. W każdym bądź razie dziewczyny nie narzekały. Ja zmarzłam na kość. 
Jednak wolę, jak jest ciepło. A wy?

sobota, 31 grudnia 2016

Ostatni wpis w Starym Roku

Żegnamy rok 2016. To chyba dobrze. Każdy kolejny rok to nowe nadzieje, nowe możliwości, nowe lalki. Nawet jeśli upływający rok nie był najgorszy, to następny zawsze może być lepszy, bo czemu nie?
Każdy kolejny rok to także jeszcze jedna kreska w osobistym kalendarzu, kilka nowych zmarszczek, ale chyba już wyrosłam z wieku, kiedy się tym przejmowałam. 
Dobra, wystarczy tych podsumowań. Chciałam zaprezentować na szybko moje nowe lalki - taki prezent świąteczno - noworoczny, który, jak to bywa z prezentami kupowanymi za oceanem, nie zdążył dotrzeć pod choinkę. Dotarł wczoraj i zrobił sporo frajdy.
Zdjęcia takie sobie, bo już się ściemniało.
Nabyłam lalki w pudełkach:


Pięć maluchów Heart Family i cztery Evi z serii Children of the World.
Piątka dzieciaków z Heart Family to seria Playground Friends, laleczki wydane w 1993, wyłącznie na rynek indyjski.
Oczywiście, nie uznaję zapudełkowanych lalek, więc były to ich ostatnie chwile w kartonowych trumienkach, w których spędziły prawie 24 lata! Sporo czasu...
Tył pudełka ma się nijak do jego zawartości i prezentuje serię Playground Friends z 1989 r.:


Jakość laleczek niewątpliwie gorsza niż tych kierowanych na rynek amerykański czy europejski, zadry na plastiku, niestarannie uszyte ubranka.  
I krótkoszyjność - na skutek upływu czasu gumowa głowa przykleja się do kulki, opada i traci jakiekolwiek zdolności ruchowe.
Przestało mnie to przerażać. Przyklejoną głowę można od szyi oderwać praktycznie bez większych szkód. Szyja odzyskuje swoją długość. Głowa ruchomość.
Trzy słodkie dziewczynki:


I dwaj niemniej słodcy chłopcy:


Szczególnie spodobał mi się kasztanowowłosy chłopaczek z bardzo jasnymi, fiołkowymi oczami. Ma w sobie coś niepokojącego nadprzyrodzonego.
Co do Evi - nie wiem nic, bo nigdzie nie znalazłam informacji, z którego roku pochodzą.
Evi generalnie mnie nie interesują, za wyjątkiem serii Children of the World z uwagi na ich ciekawą karnację i stroje.


W zasadzie jeszcze trudniej je upolować w zadowalającym stanie niż Heart Family, bo to niestety klasa niżej, więc o ile używana lalka Mattela może po 20 latach wyglądać wcale nieźle, o tyle kilkunastoletnia Evi ma zwykle ubranko w strzępach, a włosy w stanie nadającym się jedynie do rerootu. 
Reprezentantki Szkocji i Holandii bladolice, ale klimat ich nie rozpieszcza nadmiarem słońca:


Rumiana Szwajcarka, 100% Evi w Evi (wiadomo, alpejskie słońce) i barwna, śniada Indianka:


Miała być krótka prezentacja, tymczasem się rozpisałam. 
Spędzamy sylwestra w domu, z dziećmi, bez większych szaleństw, bez wieczorowych kreacji, z niewielkim zasobem napojów alkoholowych, ale ze szczerym przekonaniem, że może być całkiem miło.
Po latach burz i wątpliwości, zmaganiem się z większymi i mniejszymi problemami, chyba wreszcie mam przekonanie, że zmierzam we właściwym kierunku
A moje życie jest takie, jakie chcę, żeby było. 
Niemała w tym zasługa mojego męża, który kiedy trzeba potrafi przytulić i pocieszyć, kiedy trzeba dać kopniaka w zadek, ale przede wszystkim potrafi bezbłędnie odczytać, kiedy potrzebuję tego pierwszego, a kiedy drugiego. 
I za to wszystko dziękuję upływającemu 2016 i z nadzieją patrzę w nadchodzący 2017, czego życzę Wszystkim odwiedzającym mój blog. 
Czy ja obiecywałam, że przestanę podsumowywać... a, tak, gdzieś na początku tego postu :-)
Pięknego, pogodnego, pozytywnego oraz pomyślnego pod względem lalkowym i każdym innym Nowego Roku 2017

sobota, 24 grudnia 2016

Radosnych Świąt

Jest taka noc... kiedy lalki wreszcie rosną na drzewach (Kerstie i Melody Holiday Party Bunch 2006):

I nawet jeśli zima  skąpi śniegu - można mieć taki widok z okna (choinka nie moja, administracyjna, ale efekt - bezcenny):




Radosnych Świąt!

środa, 21 grudnia 2016

Moxie Girlz Mini


Pierwszy dzień zimy, ale u mnie nowe lokatorki paradują w letnich sukienkach.
Dziewczyny to Moxie Gilz Mini i nazywają się ( na zdjęciu poniżej, od lewej): Neve, Cameo, Tally, Neve i Amorie:



Najpierw miałam zamiar kupić rudą i dwie czekoladowe bez blondynki, ale potem poczułam się mniej więcej tak, jak moja czteroletnia córka w sklepie z zabawkami.
Kupiłyśmy kiedyś trzy małe pieski - maskotki dla niej i jej braci.
Na półce sklepowej stał jeszcze jeden.
Moje dziecię patrzy i oczy zachodzą jej mgłą: " A ten? No nie... On ziośtał sam..."
No to kupiłam czwartego/czwartą. 
O tym, że istnieją małoletnie Moxie  (wysokość 13 cm) przeczytałam kiedyś u MoxieFun  i przyznam, że dziewczyny bardzo mi się spodobały, potem widywałam je na ebayu, ale w cenie dość wysokiej, a skoro nie były główną pozycją na mojej wishliście - odpuściłam.
Ostatnio przypadkiem odkryłam, że jest ich zatrzęsienie na allegro, nowiutkich i to w całkiem sensownej cenie.
Zaszalałam z czterema pannami i nie żałuję - na żywo mają mnóstwo uroku i nie wiem jeszcze, czy zostaną u mnie, czy ostatecznie wydębi je moje dziecko.
Tak prezentowały się jeszcze w kartonikach:




Zdjęcia z sieci tutaj (na 5 stronie)
Panny są hojnie wytatuowane na plecach:



Jak widać wcale nieźle sprawdzają się jako starsze siostry dla Kelly:







Zestawienie z maluchami Mattela niestety obnaża ubogość ich odzienia. Sukienki Moxianek, jakie są, każdy widzi, dziewczyny pozamieniały się butami, bo mi jakoś kolorystycznie nie pasowało.

Przebrnęłam przez wstępny remanent moich zbiorów lalkowych - część wciąż zalega w koszach, nad czym ubolewam i co utrudnia mi dostęp do tych panien. Ale przynajmniej wiem już, kto jest gdzie. Przy okazji odświeżyłam też wiadomości o mikroświecie Kelly, więc czuję się zwarta i gotowa, by wrócić do lalkowania pełną parą.
Walking Cat