Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1992. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1992. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2016

Stacie AA Party 'N Play 1992. Nie przyznawaj się, że szyjesz, przecież mamy XXI wiek!


Najpierw o lalce. Sporo przeleżała w szufladzie. Kiedyś obiecałam sobie, że jeśli zechcę mieć lalkę w oryginalnym ubranku to nigdy więcej nie kupię nagiej z nadzieją, że wkrótce trafię na kompletną garderobę i to w przystępnej cenie. Oczywiście, słowa nie dotrzymałam. Kupiłam Stacie nagą. Miała trochę śmierdzące, skołtunione włosy. I uparłam się, że musi być też oryginalne ubranko, bo to nie byle jakie ubranko, to kwintesencja stylu lat 80-tych, choć laleczka weszła na rynek w roku 1992 (wszystkie zdjęcia w pudełkach pochodzą z sieci):


Dwa zestawy ubranek: sportowe i imprezowe można dowolnie miksować. I te skarpetki, miodzio!





Nie wiem, czy zdjęcia oddają jej urok, bo kiepskie oświetlenie to niestety wada nowego mieszkania. Jest północno - wschodnie, na dodatek od strony wschodniej stoją 7-piętrowe bloki. Może kiedy słońce będzie wyżej, nieco więcej dotrze go do wnętrza mieszkania, póki co pozostaje sztuczne oświetlenie, którego nie cierpię, parapet albo ogródek, do którego niespecjalnie chce mi się wychodzić, skoro już nie ma śniegu, a jeszcze nie ma świeżej trawy. 
To moja pierwsza ciemnoskóra Stacie na starszym moldzie, który bardzo lubię. Dla mnie jest perełką w moim bardziej czy mniej przypadkowym zbiorze.
A tak wyglądała wersja blond:


Miała bliźniaczego brata, Todda, utrzymanego w podobnej stylistyce: 



Druga cześć mojego dzisiejszego wpisu lalek nie dotyczy, choć w zasadzie dotyczy kwestii dość blisko z lalkowaniem związanej. Szycia. Wiecie, że szycie to anachronizm, komunistyczny przeżytek i w ogóle nie warto się przyznawać do tego, że się szyje, bo można zostać posądzonym o patologiczne sknerstwo lub co gorsza, zostać zaszufladkowanym jako osoba, którą "nie stać"???
Otóż, ja się tego w tym tygodniu dowiedziałam. Od matki szkolnej koleżanki moich synów, pani, która sprawuje funkcję przewodniczącej rady rodziców. 
Moi synowie mieli wczoraj w szkole bal maskowy. Szkoda, że dowiedziałam się o tym dopiero w poniedziałek popołudniu, z wpisu sporządzonego przez wychowawcę w dzienniczku.
Trochę się wkurzyłam, bo czasu niewiele.
We wtorek zaliczyliśmy wypożyczalnię i kilka sklepów ze smutnym przekonaniem, że nic nam nie odpowiada
Bo może, jeśli któryś z moich synów chciałby być piątym w klasie kowbojem, albo siódmą księżniczką - nie byłoby problemu, ale młodszy chciał upodobnić się do takiego pierwowzoru:

Generał Grievous, Gwiezdne Wojny, cyborg, dwie pary rąk, postać tyleż odrażająca... co romantyczna :-)

Nie byłam na ostatnim  zebraniu rodziców, to fakt. Ale na pierwszym zapadło postanowienie, że pani przewodnicząca wysyła do wszystkich nieobecnych rodziców maile z najważniejszymi informacjami. W zeszłym roku szkolnym działało to bez zarzutu. Gdyby wiadomość dotarła do mnie przed feriami, mielibyśmy dość czasu. A tak nie zdążę, choćby skały sr...ły, jak mawia  mój pasierb.
Moje wkurzenie osiągnęło apogeum i napisałam trochę rozgoryczonego maila, dlaczego zapomniała mnie poinformować, bo dwa dni to naprawdę niewiele, żeby przygotować coś fajnego dla dwójki chłopców.
Pani odpisała wielozdaniowy ciąg zarzutów, że sobie z niej żartuję, nie jest moją prywatną sekretarką, i tak poświęca nieprawdopodobnie dużo czasu dla szkoły, domagam się jakiegoś specjalnego traktowania, a teraz to co ja sobie wyobrażam, że ona pójdzie za mnie do wypożyczalni strojów karnawałowych?
Nieśmiało odpisałam, że wypożyczalnia mnie nie interesuje, chciałam kostiumy uszyć.
No i mi się dostało. Uszyć??? Cepelia czy co? Przecież to komunistyczny przeżytek, nasze babcie szyły, kiedy niczego w sklepach nie było, ale obecnie, kiedy wszystko można tanio kupić, nie szkoda mi czasu, nie lepiej spędzić go z dziećmi? Taka jestem skąpa czy taka biedna? Pewnie wolę na papierosy wydawać. Szyć! Dowiedziałam się, że rozbawiłam ją do rozpuku.
Nie będę pisać ciągu dalszego naszej korespondencji. O tym, że pani jest wyjątkowo źle wychowana dodawać nie muszę, bo to widać gołym okiem. O tym, że ja chamstwa nie odpuszczam może też nie, bo chyba na tyle mnie poznałyście. Ze sprawy oczywiście zrobiła się burza w szklance wody, która oparła się o innych rodziców. Z kostiumami coś pokombinowałam, ale nie było tak fajnie, jak mogło być. Bal minął. Moje przekonanie, że urodziłam się o kilka dekad za późno trwa w najlepsze.

piątek, 6 marca 2015

Barbie Li'l Friends

Do napisania tego posta skłonił mnie wpis Kidy o trzech małych, piegowatych dziewczynkach z serii Heart Family. 
Te laleczki Mattel wypuścił na rynek europejski w latach 1992-1994, już po zamknięciu serii Heart Family. Nie wiem, czy lalki miały jakieś imiona, chyba nie... Były trzy serie:





Powyższe zdjęcia stanowiły rewersy pudełek z lalkami i pochodzą ze strony lilfriends.net.
Przez ostatnie półtora roku udało mi się zgromadzić sześć z nich i uważam to za niemałe osiągnięcie, bo namierzyć takiego malucha w oryginalnym ubranku, to prawdziwy cud. 
Na początek pomarańczowousta pieguska Kidy, trochę rozchochrana, bo była jeszcze nie całkiem gotowa do sesji zdjęciowej:

Z tej samej serii mam jeszcze dwie dziewczyny, obie w bardzo dobrym stanie, choć ich ubranka nie należą do najładniejszych:


Platynowa blondynka z pierwszej serii, włosy ma bardzo zmechacone, ale oryginalna sukienka jest:

I wreszcie moja ulubiona "truskawka", którą ma też Kida, o nietypowych dla tych laleczek oczach "z białkami". Nie mam jej oryginalnego kapelusika, więc dorobiłam takie coś:

Zdjęcie grupowe:
Mam też chłopca z serii trzeciej, pisałam o nim w czerwcu ubiegłego roku. Ponieważ dzisiejszy post powstał spontanicznie i "na szybko", nie wyjmowałam go do zdjęć:


Moim marzeniem jest zgromadzić wszystkie maluchy z serii Heart Family, co ma stanowić swoistą rekompensatę mojej bezmyślnie utraconej kolekcji, którą zaczęłam gromadzić mając lat naście, więc jeśli ktokolwiek z odwiedzających mój blog miałby taką laleczkę i chciałby ją odsprzedać, proszę o kontakt :-)
Walking Cat